Częste Pytania 🤔

Rozwiewamy wątpliwości w prostych słowach. Sprawdź, co warto wiedzieć.

KATEGORIA I: Skuteczność i sens zajęć

„Moje dziecko ma już diagnozę i chodzi na terapię indywidualną. Po co mu jeszcze TUS?”

Sprawa jest prosta: gabinet terapeutyczny to takie „laboratorium” – jest cicho, spokojnie, a dorosły zawsze zrozumie i wybaczy błąd. TUS to wyjście na prawdziwe boisko. To tutaj dziecko sprawdza, czy to, czego nauczyło się u psychologa, zadziała w starciu z rówieśnikiem, który nie zawsze jest tak cierpliwy jak terapeuta. My po prostu trenujemy „życie w grupie” na żywym organizmie, ale w bezpiecznych warunkach.

„Kiedy w końcu zobaczę jakąś różnicę? Ile to potrwa?”

Nie obiecujemy cudów po jednym spotkaniu – zmiana nawyków, które powstawały latami, to maraton, a nie sprint. Zazwyczaj po około miesiącu (4–6 spotkań) rodzice mówią nam: „Hej, on pierwszy raz nazwał to, co go wkurzyło, zamiast od razu rzucać butami!”. To są te małe zwycięstwa, które z czasem składają się na trwałą zmianę.

KATEGORIA II: Organizacja i dobór grupy

„Z kim moje dziecko wyląduje w grupie? Nie chcę, żeby to był przypadek.”

Spokojnie, nie robimy łapanki. Dobór grupy to dla nas najważniejszy moment. Nie patrzymy tylko na wiek w dowodzie, ale na to, z czym dzieciaki mają największy problem. Nie wrzucimy mega wycofanego dziecka do grupy „krzykaczy”, bo by nam tam zniknęło. Składamy grupę jak puzzle, żeby każdy czuł się tam na swoim miejscu.

„A co, jeśli moje dziecko zaprze się nogami i nie będzie chciało wejść na salę?”

Przerabialiśmy to dziesiątki razy! Nie wciągamy nikogo na siłę. Czasami pierwsze zajęcia spędzamy na progu, rozmawiając o ulubionych grach albo klockach LEGO. Mamy swoje sposoby, żeby „odczarować” lęk przed nowym miejscem. TUS ma być dla dzieciaka przyjemnością, a nie kolejnym przykrym obowiązkiem.

KATEGORIA III: Metodyka i korzyści

„Czy oni tam tylko grają w planszówki? Za co ja właściwie płacę?”

Wygląda jak zabawa, ale to „praca pod przykrywką”. Gry, scenki i wspólne budowanie to tylko pretekst do nauki czekania na swoją kolej, radzenia sobie z porażką czy negocjowania zasad. Rodzic widzi grające dzieci, my widzimy trening asertywności i hamowania impulsów. To nauka przez doświadczenie – najskuteczniejsza metoda, jaką znamy.

„Moje dziecko szybko się nudzi. Co jeśli TUS okaże się kolejnym nudnym wykładem?”

Nuda to u nas zakazane słowo. Gdybyśmy zaczęli robić wykłady o emocjach, dzieciaki „wyłączyłyby się” po 5 minutach. U nas wiedza wchodzi „tylnymi drzwiami” – przez emocjonujące rozgrywki, ruch i zadania, które wymagają współpracy. Dziecko nawet nie zauważa, że właśnie nauczyło się negocjować, bo było zbyt zajęte wymyślaniem strategii, jak wygrać z trenerem w grze zespołowej.

KATEGORIA IV: Dlaczego my?

„Czym to się różni od zwykłej świetlicy w szkole?”

Różnica jest kolosalna. Na świetlicy pani pilnuje 30 dzieciaków, żeby nie stała im się krzywda. U nas trener ma pod opieką garstkę dzieci i widzi każdy grymas, każde wycofanie się czy spięcie między nimi. Reagujemy tu i teraz – zatrzymujemy akcję, analizujemy, co poszło nie tak i próbujemy jeszcze raz, lepiej. Tego w szkole nikt nie jest w stanie zapewnić.

„Czy TUS jest tylko dla dzieci z 'papierami' od lekarza?”

Jasne, że nie! Pracujemy z dzieciakami w spektrum, z ADHD, ale też z tymi, które po prostu są „nieśmiałkami” albo mają trudniejszy czas w szkole. Nie potrzebujemy orzeczenia, żeby pomóc dziecku poczuć się pewniej w grupie. Jeśli widzisz, że Twoje dziecko męczy się w relacjach z innymi – TUS jest dla niego, kropka.